Czy czujesz, że jesteś jeszcze prawniczką lub prawnikiem?
Prawniczko (i Prawniku też),
Pracując nad moim doktoratem i artykułami naukowymi czytam dużo materiałów. Niektóre bezpośrednio odnoszą się do moich badań, a inne czytam po prostu, bo mnie ciekawią. Niedawno przeczytałam badanie z tej drugiej grupy. W badaniu tym pewien prawnik powiedział o swojej pracy zdanie, które na początku mnie rozśmieszyło, ale potem mocno zastanowiło. Opisał każde pismo, które wychodzi spod jego ręki, jako unikalne dzieło sztuki. Nie dokument, nie produkt, nie usługę. Dzieło sztuki. I dodał coś, co zapadło mi w pamięć jeszcze mocniej: że pisanie tego rodzaju pism to praca samotna, robiona w pojedynkę, trochę jak malowanie obrazu. 🧐
A potem… BUM! 💥 do jego kancelarii weszła sztuczna inteligencja.
I tu zaczyna się historia, która moim zdaniem dotyczy chyba wszystkich. Niezależnie od tego, czy jesteś rzeczniczką patentową, adwokatem, radczynią prawną, czy prawniczką in house.
Badanie ukazało się w 2026 roku w czasopiśmie naukowym Information and Organization. Troje badaczy, Sumati Ahuja, Frida Pemer i Emmanuel Mastio, przeprowadziło czterdzieści dwa pogłębione wywiady z rzecznikami patentowymi i specjalistami w australijskiej kancelarii zajmującej się własnością intelektualną. Pytali o jedno: co dzieje się z prawnikiem w środku, kiedy do jego pracy wchodzi AI.
I teraz uczciwie, zanim pójdziemy dalej. To nie było badanie o ChatGPT. Narzędzie, które opisują autorzy, wdrażano w latach 2015 do 2018, a więc jeszcze przed erą generatywnej AI, którą dziś znamy. Była to wcześniejsza, prostsza sztuczna inteligencja, oparta na uczeniu maszynowym i przeszukiwaniu ogromnych zbiorów danych. Można by więc machnąć ręką: stare, nieaktualne. A ja czytałam to z dokładnie odwrotnym wnioskiem. Skoro już tamta, dużo mniej zaawansowana AI potrafiła tak głęboko poruszyć poczucie tożsamości prawników, to przy dzisiejszych narzędziach to zjawisko jest silniejsze, nie słabsze. To badanie nie jest spóźnione. Ono jest przedwczesne i dopiero teraz w pełni do nas dociera.
I jeszcze jedno. Rzecznik patentowy to w Polsce osobny zawód, inny niż adwokat czy radca. Ale mechanizm, który opisują badacze, nie dotyczy patentów. Dotyczy każdego zawodu, w którym Twoja ekspertyza i Twój osąd są rdzeniem tego, kim jesteś. Sami autorzy zaliczają tu prawo, medycynę i księgowość. Czyli także Ciebie.
Adaptacja do AI to nie aktualizacja systemu
Wyobrażamy sobie oswajanie AI mniej więcej tak jak aktualizację telefonu. Był stary system, jest nowy, lepszy, wszystko działa trochę inaczej, ale po tygodniu już się przyzwyczajasz i nie pamiętasz, jak było wcześniej. Stary prawnik zamienia się w nowego prawnika, sprawniejszego, z AI u boku, i tyle.
Badacze jednak nie znaleźli niczego takiego.
Posłużyli się pojęciem, które po angielsku brzmi „identity work”. Wybacz anglicyzm, już tłumaczę. To praca nad tożsamością, czyli ta cała wewnętrzna robota, którą wykonujemy, żeby utrzymać poczucie „wiem, kim jestem w tym, co robię”. Robi się jej szczególnie dużo wtedy, kiedy coś tym poczuciem wstrząsa. Dotychczasowe badania zakładały, że ta praca z czasem dobiega końca. Przez jakiś czas się szamoczemy, a potem układamy sobie nową, spójną odpowiedź na pytanie kim jesteśmy zawodowo, i przy tej odpowiedzi zostajemy.
U badanych prawników ta praca się nie domknęła. Zamiast nowej, spójnej tożsamości badacze zobaczyli coś, co nazwali fragmentacją. Prawnik nie przechodzi z punktu A do punktu B. On krąży. Bez końca przeskakuje między trzema postawami i w żadnej nie potrafi się zatrzymać.
A te trzy postawy są jak lustro. Założę się, że rozpoznasz w nich siebie albo kogoś ze swojej kancelarii.
Reakcja pierwsza: to jest sztuka, tego maszyna nie zrobi
To ten odruch, który mówi: tego AI nie zrobi, bo to sztuka. Prawnicy w badaniu bronili się właśnie tak. Jeden powiedział wprost, że nie zaufałby sztucznej inteligencji przy pisaniu kluczowych fragmentów, bo za dużo w tym sztuki. Inny podkreślał, że to praca, której nikt poza nim wykonać nie umie, że jest w niej intuicja, wyczucie i rytm, których maszyna nie ma.
I wiesz co? Po części mają rację. Chociaż otwartym, w mojej ocenie, pytaniem pozostaje – jak długo jeszcze… Niemniej badacze zauważyli pewną pułapkę. Okopanie się na pozycji niezastąpionego daje natychmiastową ulgę, a jednocześnie nie buduje niczego na przyszłość. Co gorsza, im mocniej prawnik trzymał się roli niezastąpionego artysty, tym bardziej był bezbronny wobec tego, co działo się piętro wyżej, czyli wobec presji partnerów zarządzających lub klientów, żeby było szybciej i taniej. Bo szef tej samej kancelarii widział to narzędzie zupełnie inaczej. Dla niego AI nie zastępowało prawnika, tylko go wzmacniało. Prawnicy słyszeli „wzmocnienie”, a czuli „zastąpienie”. I to napięcie nie znikało.
Reakcja druga: dobrze, użyję, ale na moich warunkach
Kiedy okopanie się przestaje wystarczać, przychodzi godzenie się. Prawnicy zaczynali wplatać AI w swoją pracę, ale towarzyszył temu konkretny lęk. Lęk, że zawód w znanej im formie po prostu zniknie. Że to, co przez lata było ich najbardziej dochodową, codzienną pracą, maszyna zrobi naciśnięciem guzika, a wraz z tą robotą zniknie też miejsce dla młodych prawników, którzy dotąd uczyli się fachu właśnie na takich zadaniach.
Był jeszcze drugi, subtelniejszy lęk, i ten szczególnie chcę Ci pokazać, bo wraca w moich newsletterach jak bumerang. Prawnicy bali się, że AI zacznie służyć do śledzenia ich pracy. Jeden z badanych ujął to tak: dopóki kancelaria patrzy, ile pieniędzy prawnik wypracowuje, jest w porządku. Ale w momencie, gdy zacznie liczyć minuty zamiast złotych, narzędzie staje się wręcz niebezpieczne. Bo nagle widać co do minuty, ile trwało napisanie dokumentu, ile rozmowa z klientem, ile zajęło myślenie nad sprawą. A cała niewidzialna praca, której nikt nie fakturuje, czyli czytanie, konsultacje z kolegami, dojrzewanie pomysłu, ta praca, która jest sercem zawodu, w ogóle znika z radaru. Zostaje prawnik sprowadzony do roli, którą jeden z badanych nazwał gorzko: kogoś, kto już tylko klika „wykonaj”.
To dokładnie ten sam problem, o którym pisałam przy okazji modelu godzinowego. AI nie zmienia tylko tego, ile pracujemy. Zmienia to, co w ogóle uznajemy za pracę wartą zapłaty.
Reakcja trzecia: przestaję być rzemieślnikiem, zostaję doradcą
I tu zaczyna się najciekawsza część. Kiedy maszyna przejmuje rzemiosło, prawnik szuka nowego gruntu pod nogami. Badani zaczęli mówić o sobie inaczej. Musimy być doradcami, nie tylko prawnikami. Przestali definiować swoją wartość przez sam dokument, a zaczęli przez to, co wokół dokumentu: zrozumienie biznesu klienta, tłumaczenie mu, co właściwie wyprodukowała AI i co to dla niego znaczy, pilnowanie, żeby wynik maszyny faktycznie miał sens. Bo, jak zauważył jeden z prawników, AI mówi „to jest trafne”, a Ty i tak musisz to za każdym razem sprawdzić, bo trafne wcale być nie musi.
Brzmi pięknie. Awans z rzemieślnika na stratega. Tyle że badacze pokazali drugą stronę tego medalu. Ta nowa rola jest wyczerpująca. Prawnicy opisywali, że muszą jednocześnie wkładać kilka różnych czapek, że trzeba być dostępnym właściwie bez przerwy, że tłumaczenie laikom wyników AI pożera mnóstwo czasu, etc…
I co się dzieje? Prawnik, który dopiero co przeszedł na pozycję stratega, znów czuje, że jego ekspertyza się rozmywa, że staje się łatwy do zastąpienia. Więc wraca do reakcji pierwszej, do kwestionowania. I cały ten cykl zaczyna się od nowa.
Krąg, który się nie zamyka
To jest sedno tego badania. Nie ma mety. Prawnicy nie dochodzą do nowej, wygodnej tożsamości i nie zostają w niej. Oni bez końca oscylują: kwestionuję, godzę się, przełączam na relacje, znów kwestionuję. Badacze nazwali to wprost fragmentacją tożsamości, czyli takim stanem, w którym żadna z opowieści o sobie nie chce się na dobre przyjąć.
I teraz uwaga, bo to ważne. Autorzy nie traktują tego jako porażki. Stawiają odważną tezę, że być może właśnie to ciągłe wahanie jest dziś normalnym, choć niewygodnym sposobem funkcjonowania w zawodzie, który dopiero szuka swojego nowego kształtu. Innymi słowy: jeśli czujesz, że raz jesteś pewna lub pewien swojej wartości, a za chwilę zupełnie zagubiona/y, to nie znaczy, że robisz coś źle. To znaczy, że jesteś dokładnie tam, gdzie cała branża.
Skoro coraz mniej zależy od samego rzemiosła, a coraz więcej od tego, czy klient w ogóle wie, że istniejesz, że jesteś ekspertką lub ekspertem w swojej dziedzinie i że to do Ciebie warto przyjść, to widoczność przestaje być fanaberią. Staje się częścią zawodowej tożsamości.
Dlatego, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, koniecznie sięgnij po pierwszy, darmowy rozdział mojego ebooka:
🔔 Social media bez lukru. LinkedIn w branży prawniczej
W tym rozdziale tłumaczę, jak:
✅ ocenić, czy warto inwestować czas i energię w social media, i jak podejść do tego strategicznie,
✅ zbudować profil na LinkedIn, który od razu komunikuje Twoją specjalizację i przyciąga właściwych odbiorców,
✅ skutecznie rozwijać sieć kontaktów poza środowiskiem prawniczym,
✅ tworzyć treści, które budują autorytet eksperta, bez sztuczności i niepotrzebnego autopromowania,
✅ wykorzystać algorytm LinkedIn na swoją korzyść i unikać najczęstszych błędów popełnianych przez prawników,
✅ zdecydować, czy płatna reklama na LinkedIn ma sens w przypadku kancelarii.
A jeśli social media to nie Twoja bajka, to mam dobrą wiadomość, bo to nie jedyna droga.
O tym właśnie są moje masterclassy, czyli nagrane webinary, w których pokazuję konkretne sposoby budowania widoczności i pozyskiwania klientów: jak prowadzić newsletter, jak korzystać z rankingów prawniczych, co robić, jeśli nie chcesz social mediów, oraz jak mądrze wykorzystywać konferencje.
Z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka 😜 przygotowałam dla Ciebie 𝗿𝗮𝗯𝗮𝘁 -𝟱𝟬% na wszystkie masterclassy. Wystarczy hasło: DzienDziecka
⏳ Promocja trwa do 14 czerwca.
🔔 Wszystkie masterclassy w jednym miejscu
Na koniec
Wróćmy jeszcze na chwilę do tego prawnika, który nazwał swoją pracę dziełem sztuki.
Łatwo się z niego śmiać, że trochę przesadził, że to przecież tylko pismo. Ale myślę, że dotknął czegoś bardzo prawdziwego. Przez całe życie zawodowe budujemy poczucie, że jesteśmy dobrzy w czymś trudnym, w czymś, czego nie potrafi byle kto. To poczucie kompetencji jest jednym z najmocniejszych fundamentów dobrostanu, pisałam o tym niedawno przy okazji badania o tym, co naprawdę daje prawnikom szczęście. A teraz przychodzi narzędzie, które w kilka sekund robi to, co było dowodem naszej wartości. Trudno, żeby to nie poruszyło czegoś głęboko.
To nieustanne przeskakiwanie między trzema postawami, o którym piszę, jest po prostu męczące. Wymaga energii, której często już nie mamy. I dlatego, zupełnie szczerze, uważam, że w takim momencie potrzebujesz nie tylko strategii, ale też przestrzeni, żeby na chwilę odłożyć wszystkie czapki naraz i pobyć ze sobą oraz z ludźmi, którzy rozumieją Cię bez tłumaczenia.
Mam dla Ciebie dokładnie taką przestrzeń, ale to naprawdę ostatni moment.
🧘🏻♀️ Chill and Connect. Joga dla prawniczek
🌳 2 do 5 lipca, niedaleko Warszawy
I zostawiam Cię z pytaniem, na które nie ma dobrej odpowiedzi w żadnym podręczniku.
Kim jesteś jako prawniczka lub prawnik, kiedy maszyna potrafi już zrobić to, co przez lata było dowodem Twojego kunsztu?
I czy potrafisz dać sobie prawo do tego, żeby jeszcze tego nie wiedzieć?
Bo może właśnie zgoda na to, że nie mamy jeszcze gotowej odpowiedzi, jest dziś najuczciwszą i najmądrzejszą postawą, na jaką nas stać.
Pozdrawiam Cię ciepło,
Kamila
PS Przyznam Ci się, że pisząc ten newsletter, złapałam samą siebie na wszystkich trzech postawach naraz. Raz myślę „tego, co robię, żadna AI nie zrobi”, za chwilę „muszę wreszcie ogarnąć narzędzie X,Y,Z i wpleść w swoją pracę”, a potem „przecież moja wartość jest w relacjach, nie w narzędziach”. I wiesz co? Przestałam już z tym walczyć. Może to ciągłe przeskakiwanie to po prostu znak czasów, w których przyszło nam pracować.
