Co ma wspólnego wojna na Bliskim Wschodzie z zarządzaniem kancelarią?
Prawniczko (i Prawniku też),
Piszę do Ciebie z Warszawy, ale jeszcze kilkanaście dni temu nie byłam pewna, czy zdążę tu wrócić na czas.
Byłam na Sri Lance. Obóz jogowy, plaża, ocean, ranek zaczynający się od wschodu słońca i asan w ciszy. Brzmi jak raj, prawda? I był. Do czasu.
Kiedy na Bliskim Wschodzie sytuacja zaczęła się gwałtownie zaostrzać, poczułam to bardzo fizycznie. Mój młodszy brat z bratową mieszkają w Dubaju, a mój bilet powrotny do Polski był przez Doha. Brat wysyłał wiadomości o otrzymywanych na telefon alarmach i nocach spędzanych w samochodzie na parkingu podziemnym. Linie lotnicze zaczęły odwoływać loty. U mnie na horyzoncie, dosłownie, pojawiły się okręty wojskowe. Na stacjach benzynowych tworzyły się kolejki, których końca nie było widać. A moje karty płatnicze przestały działać.
Słońce świeciło tak samo. Oceaniczne fale rozbijały się o piękną plażę. Ale raj nagle przestał być rajem.
Pierwsza reakcja: stres, który paraliżuje
Na początku byłam bardzo zestresowana. I mówię o tym bez wstydu, bo myślę, że każda uczciwa osoba powiedziałaby to samo.
Po pierwsze: nie wiedziałam, jak wrócę do domu. Po drugie: po powrocie miałam przed sobą kalendarz szczelnie wypełniony wystąpieniami, mastermindami, szkoleniami, spotkaniami. Wyobraź sobie moment, w którym patrzysz na ten kalendarz i myślisz: a co jeśli na to wszystko nie zdążę?
Ale potem zrobiłam coś, co jest bodaj najtrudniejszą sztuką w zarządzaniu, zarówno sobą, jak i organizacją. Zaczęłam sprawdzać, co naprawdę jest niezastąpione.
Mój syn był z tatą. Pies pod opieką przyjaciółki. Spotkania, telefony, zobowiązania, okazało się, że można przełożyć albo odwołać.
Zostało jedno wydarzenie, przy którym zacisnęłam zęby. Uroczyste zakończenie VI edycji programu mentoringowego Fundacji Women in Law, przedstawienie dużych zmian w Fundacji i nowych projektów. Coś, przy czym bardzo chciałam być.
Podjęłam decyzję: nie przekładamy. Rozdzieliłam zadania między mój fundacyjny zespół i nową radę fundacji. I zrobiłam coś, co dla wielu liderek i liderów jest najtrudniejsze: odpuściłam. Pogodziłam się z tym, że tym razem na scenie mnie nie będzie.
I wiesz, co się stało?
Wydarzenie wyszło znakomicie. Wszystkie tematy były dopięte. Wszystko pod kontrolą. Wielka w tym zasługa Filipa Zawady, mojej prawej ręki w Fundacji.
Na szczęście udało mi się wrócić na czas i jednak byłam. Ale ten moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że świat się nie zawali pod moją nieobecność, był jednocześnie uwalniający i… trochę trudny. Bo wszyscy lubimy myśleć, że jesteśmy niezastąpieni. A czasem okazuje się, że najlepszym testem naszego przywództwa jest to, co dzieje się, gdy nas nie ma.
Lekcja ze Sri Lanki: kto zdaje egzamin z kryzysu?
Na wyjeździe byłam z bardzo różnymi ludźmi. I obserwowałam, jak każda osoba reaguje na tę samą sytuację.
Była z nami trójka lekarek. Spokojne, zdecydowane, skuteczne. Od razu wiedziały, kto ma jaką rolę. Zarządzanie kryzysowe mają na co dzień, więc działały jak w zegarku. Był “duży” jak to mówi moja koleżanka 😉 , prezes kilku spółek, i jego żona, mocno osadzona w biznesie. Choć ich sytuacja rodzinna w Polsce bardzo się skomplikowała podczas wyjazdu, zachowali zimną krew i działali sprawnie. Na wyjeździe poznałam dwie świetne dziewczyny, z którymi od razu złapałam wspólny język, rozumiałyśmy się bez słów. Co później okazało się kluczowe.
I były osoby, które kompletnie nie zdawały sobie sprawy z powagi sytuacji. Kiedy każda minuta mogła decydować o tym, czy uda się zorganizować alternatywną trasę powrotu, one… były tak sparaliżowane stresem, albo może nie rozumiały dlaczego ktokolwiek się spieszy i dlaczego nie podejmujemy wspólnie decyzji medytując w 19 osobowym kręgu…
I jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo wtedy wybrzmiała.
Jak bardzo istotne jest doświadczenie, które mamy. W moim przypadku pomogło mi moje doświadczenie konsularne, ale też kontakty, czasem nieoczywiste i – w dobrym tego słowa znaczeniu – znajomości, które budujemy. Nigdy do końca nie wiemy, kiedy i w jakiej sytuacji mogą się nam przydać.
Ale to, co na pewno mam do przemyślenia, to historia z organizatorami wyjazdu. Nie musieli umieć zarządzać w kryzysie. Może nikt ich tego nie nauczył. Może nigdy wcześniej nie byli w takiej sytuacji. Nie mam o to do nich absolutnie pretensji. To zrozumiałe.
Czego jednak nie potrafię zrozumieć: gdy ktoś inny, za ich zgodą, przejął sterowanie sytuacją, mieli o to żal i pretensje.
I tu właśnie jest serce tej historii.
Co to wszystko mówi o zarządzaniu kancelarią?
Żyjemy w niesamowicie zmiennym świecie. Kryzysy w globalnej polityce, w gospodarce i w kancelariach zdarzały się zawsze i będą się zdarzać. Pytanie nie brzmi: czy coś się zdarzy? Pytanie brzmi: czy wiesz, jak zareagujesz, gdy się zdarzy?
Dobry lider i dobra liderka kancelarii wiedzą, w czym są naprawdę mocni. I wiedzą też, kiedy powiedzieć: ta sytuacja wymaga kogoś, kto zna się na tym lepiej ode mnie.
Oddanie pola nie jest słabością. Oddanie pola to dojrzałość.
Kancelarie, które przetrwają i będą się rozwijać, to nie te, w których jeden partner trzyma wszystko w rękach. To te, w których ludzie wiedzą, jakie są ich role. W których jest zaufanie. W których lider nie musi udawać, że jest niezastąpiony w każdej dziedzinie.
A to wszystko zaczyna się od czegoś, o czym rozmawiam z moimi klientkami i klientami bardzo często: od struktury, od systemów, od tego, jak zbudowane jest zarządzanie zespołem i wynagrodzenia w kancelarii.
A skoro już o tym mowa…
Te tematy wracają jak bumerang. Zarówno na sesjach indywidualnych, jak i na mastermindach słyszę ciągle te same pytania:
❓Jak zbudować system wynagrodzeń, który motywuje zamiast antagonizować?
❓ Jak rozliczać się ze wspólnikami fair?
❓ Jak zarządzać zespołem, w którym pracują razem dwudziestolatki, trzydziestolatki, czterdziestolatki i pięćdziesięciolatki, a każde pokolenie ma zupełnie inne oczekiwania?
To jest właśnie jeden z powodów, dla których organizuję kolejną edycję warsztatów
🎓 Fresh from Harvard: Ludzie i pieniądze w kancelarii
Jeśli czujesz, że Twoja kancelaria działa bardziej na intuicji niż na świadomym systemie, to jest to właśnie warsztat dla Ciebie.
📍 Sprawdź szczegóły i zapisz się
I jeszcze jedno. Ta podróż, ten wyjazd jogowy, ta wyspa i ci ludzie wokół mnie, nauczyły mnie czegoś ważnego o tym, co regeneruje i karmi nas naprawdę.
Dlatego po raz kolejny organizuję
🧘🏻♀️ Chill & Connect
wyjazd jogowy dla prawniczek. Dla tych, które chcą odetchnąć, zadbać o siebie i spotkać inne kobiety, które rozumieją, jak wygląda ich życie.
Jeśli masz ochotę dowiedzieć się więcej:
I jeszcze jedna dobra wiadomość
Od poniedziałku mój ebook „Kancelaria, która zarabia” jest dostępny w regularnej sprzedaży. To 15 rozdziałów o tym, jak zbudować kancelarię, która naprawdę przynosi dochody: od mediów społecznościowych, przez budowanie relacji z klientami, po networking i rozwój firmy. Wzbogacony o rozmowy z pięciorgiem prawniczek i prawników, którzy nie boją się iść pod prąd.
Jeśli jeszcze go nie masz:
Wróciłam z Sri Lanki z opalenizną, ale też z trochę nadszarpanymi nerwami i z jedną myślą, która nie daje mi spokoju:
Czy ludzie, których mam wokół siebie, to ci, na których mogę naprawdę polegać?
I odwrotnie: Czy ja jestem osobą, na której mój zespół może polegać, gdy jest trudno?
To nie jest pytanie retoryczne. To pytanie, na które warto znać odpowiedź, zanim przyjdzie prawdziwy kryzys.
Pozdrawiam ciepło,
Kamila
ps 1. Wielkie podziękowania dla najlepszego na świecie sztabu kryzysowego – Julia Hammerszmidt i Valerie Riabko. Bez Was TO by się nie udało! 🫶🏻
ps 2. A jeśli kiedyś, na szybko będziesz potrzebować wyczarterować samolot, aby zabrał Cię z innego kontynentu do domu, to odezwij się do mnie, wiem, jak to zrobić 😉✈️
