Czy można powoli?
Prawniczko,
Są książki, które czytam piorunem. Wystarczy weekend, czy 3-4 wieczory, a ja już jestem na ostatniej stronie. I zawsze mam to niejednoznaczne uczucie zadowolenia, że już ją skończyłam, pomieszane z przykrą nutką rozczarowania i niedosytu, że już więcej stron nie będzie. Mam też takie książki, które po prostu odkładam, bo zupełnie do mnie nie mówią i czekają na inny, właściwy moment w moim życiu.
Dzisiaj jednak chcę Ci opowiedzieć o pozycji, która wpadła do trzeciej kategorii moich książek. Są to książki, które czyta mi się trudno, są wymagające, ale jednocześnie mają w sobie coś takiego, że ich nie odkładam, tylko z wysiłkiem czytam każdą stronę, choć specjalnej przyjemności mi nie sprawiają. Są to książki, które wyzwalają we mnie pewien imperatyw, że powinnam je przeczytać. Jedną z takich książek była “Odpuść! Dlaczego czasem warto rezygnować i nie robić wszystkiego za wszelką cenę” Annie Duke, o której już kiedyś Ci mówiłam, a o drugiej zaraz Ci opowiem.
Zanim jednak to zrobię pozwól, że zaproszę Cię na
💻 Bezpłatny webinar informacyjny
🧑🏼💼👨🏻💼👩🏼💼Mastermind dla prawniczek i prawników
🍂 Edycja – jesień 2025
🗓️ 8 września, godz. 19:00 – 20:00, Online
Na webinarze dowiesz się:
- czym różni się mastermind od szkolenia czy kursu online,
- jak wyglądają spotkania w praktyce (bez ściemy i lukru),
- komu rekomenduję udział w której grupie – a komu odradzam,
- jak wygląda proces rekrutacji,
- co realnie możesz zyskać (i co może Cię zaskoczyć),
- jakie będą różnice między grupami dla kancelarii i in-house’ów,
- jak zadbałam o poufność i bezpieczeństwo wymiany informacji w każdej grupie.
A teraz wracając do książki.
Ta książka to “Powolna produktywność” Cala Newporta. Już sam tytuł wydał mi się mocno podejrzany. “Ale, że jak?” – pomyślałam. “Da się i wolno, i efektywnie?” Przecież mi efektywność zawsze kojarzyła się z maksymalnym wykorzystaniem czasu, z systematycznym skreślaniem rzeczy z listy “to do”. Przekładając kolejne strony zaciskałam coraz mocniej zęby, nie zgadzając się z Newportem.
Chcesz wiedzieć, co mnie tak poruszyło i jakie są główne zasady powolnej produktywności, która zapobiega wypaleniu według Newporta? No to wskakujemy!
Zawsze mnie fascynowało, jak bardzo słowa potrafią nas albo poruszyć, albo… zirytować. Zatrzymać na dłużej – albo wywołać automatyczny sprzeciw. I właśnie tak zareagowałam, gdy po raz pierwszy zobaczyłam tytuł tej książki: Slow Productivity. Powolna produktywność.
Brzmi jak oksymoron. Albo jak koncept stworzony na potrzeby ludzi, którzy mają luksus życia bez klientów, terminów i skrzynki pełnej nieodczytanych maili.
Ale coś mnie tknęło. Może dlatego, że w ostatnich miesiącach zbyt wiele razy słyszałam od prawniczek zdania:
„Nie pamiętam, kiedy ostatnio nic nie robiłam.” „W niedzielę wieczorem siadam do kompa, żeby ze spokojem zacząć poniedziałek.” „Jadę na urlop, ale w razie czego zabieram laptopa.”
I to wszystko mówione nie w trybie skargi. Raczej – normy. Jestem prawniczką, to tak musi być.
Zaczęłam więc czytać “Powolną produktywność”. Z oporem. Z niezgodą. Ale też – z ciekawością.
I z każdym kolejnym rozdziałem czułam, że Newport nie proponuje wcale rewolucji. On proponuje korektę. Drobne przesunięcie w myśleniu. Uporządkowanie tego, co same czujemy od dawna, ale trudno nam to nazwać.
Nie jest to książka o lenistwie. To książka o byciu człowiekiem w świecie, który zbyt długo udaje, że jesteśmy systemami operacyjnymi, maszynami, że nasze baterie da się naładować – wystarczy włożyć kabel do kontaktu.
Rób mniej
Newport pisze o tym, że powolna produktywność zaczyna się od ograniczenia liczby rzeczy, które próbujemy zrobić. Ale nie w duchu „nie rób nic” ani „porzuć ambicje”. Przeciwnie – chodzi o to, żeby robić mniej, żeby móc robić lepiej.
Dla mnie to brzmi znajomo.
Bo wspieram prawniczki, jak działać strategicznie, jak projektować swoją markę i swoją kancelarię i nie ma miesiąca, w którym nie słyszę od którejś z nich: „Już naprawdę nie wiem, w co mam włożyć ręce”. I nie chodzi tu o brak kompetencji. To raczej znak, że zbudowałyśmy sobie system, w którym same jesteśmy swoim największym wrogiem:
🌀 każda wiadomość to potencjalne „trzeba”
🌀 każda propozycja współpracy to „nie mogę odmówić”
🌀 każdy pomysł to „może warto byłoby też…”
A potem jest już tylko klasyka:
😳 Lista zadań, która nigdy się nie kończy.
😳 Poczucie, że mimo pracy po godzinach – nic nie jest „dopięte”, wszystko jest “rozgrzebane”.
😳I cichy, coraz dotkliwszy lęk, że może coś naprawdę ważnego nam umyka.
Newport nie mówi: “Odetnij wszystko. On mówi: “Zobacz, ile rzeczy robisz, bo boisz się przestać.” Bo może za tą hiperaktywnością kryje się coś więcej: strach przed byciem pominiętą, niewystarczającą, „niewidoczną w środowisku”, potrzeba udowodnienia, że jednak jesteś wartościowa? Jak Ci to brzmi?
Odpowiedz sobie na pytanie, czy naprawdę musisz być wszędzie?
A mówię to jako ktoś, kto wie, jak łatwo jest przeliczać swoją wartość na ilość wystąpień, odpowiedzi, projektów i „zrobionych zadań” 🤨 Tylko pytanie, czy o to nam chodzi? Czy o to chodzi Tobie? Czy o to chodzi mnie?
Robienie mniej, to nie rezygnacja z ambicji. To akt… odwagi? To decyzja, że wybieram to, co naprawdę moje – a nie to, co akurat pilne. Co świeci i błyszczy i jest bardzo atrakcyjne. Znam to. Znam aż za dobrze. To wybór jakości nad ilością. I czasem – to powrót do samej siebie.
Pracuj w naturalnym rytmie
To była dla mnie najtrudniejsza część tej książki. Bo brzmi jak luksus, na który – myślimy – mogą sobie pozwolić tylko artyści albo ludzie, którzy właśnie sprzedali start-up.
Ale potem przypomniałam sobie jeden wieczór. W środku tygodnia, po długim dniu, pełnym spotkań, telefonów i drobnych spraw, które miały się zająć chwilkę, a zabrały pół dnia. Poszłam na basen. To jest właśnie ten moment, w którym mój mózg zaczyna naprawdę myśleć. Nie produkować, nie odpowiadać, nie reagować. Myśleć.
I wtedy zrozumiałam, że Newport nie pisze o rytmie jako o kaprysie. On pisze o rytmie jako o konieczności.
Nie jesteśmy stworzone do pracy na szóstym biegu. Nie jesteśmy stworzone do ciągłego sprintu – choć uważano, że dobra prawniczka to ta, która zawsze daje radę.
Ale przecież sama wiesz, jak wygląda dzień, w którym Twój mózg współpracuje. Kiedy piszesz opinię i słowa same się układają. Kiedy prowadzisz trudną rozmowę i nagle wszystko „klika”. Kiedy czujesz, że masz flow.
I równie dobrze wiesz, jak wyglądają dni, w których niby nic się nie zmieniło – tylko że w środku jest pusto i głucho. Czujesz, że wolno myślisz, że uciekają Ci słowa, że nie możesz znaleźć rozwiązania na problem, który ktoś stawia przed Tobą.
Bo za mało spałaś. Bo Twój organizm krzyczy o przerwę. Bo ciągłość nie równa się efektywność.
Newport mówi: “Zmień perspektywę.” Nie pytaj siebie: „Co dziś zrobiłam? Ile wykreśliłam z listy “to do”. Pytaj: „Co przez ostatnie miesiące realnie stworzyłam?”. W skali tygodnia, miesiąca, kwartału – pojawiają się inne pytania. I inne odpowiedzi. Mniej nerwowe. Bardziej prawdziwe.
Bo są dni lepsze i są dni gorsze. I nie da się funkcjonować codziennie na 100%.
Obsesja na punkcie jakości
Ostatnia zasada Newporta, to zasada, która moim zdaniem w branży prawniczej jest niebezpieczna. Tak. Mówię to z pełną odpowiedzialnością.
Newport słusznie pisze, że w świecie, który premiuje szybkość, obecność i bycie „na bieżąco”, ta zasada “Obsesja na punkcie jakości” brzmi jak herezja.
To prawda, kiedy ostatnio ktoś Ci powiedział: „Zrób mniej, ale zrób to dobrze”? „Zostań przy jednym temacie, dopracuj go do doskonałości.”? „Nie śpiesz się – jakość potrzebuje czasu.”?
Znam bardzo wiele prawniczek, które właśnie tak chciałyby pracować.
Ale bądźmy realistkami. Nikt tak nie mówi. Mało kto, może sobie na to pozwolić.
Prędzej usłyszysz „Ile godzin zafakturowałaś na klienta?”, „A czemu jeszcze nie napisałaś tego tekstu na kancelaryjnego bloga?”.
Kiedy czujesz większą satysfakcję?
Kiedy zrobiłaś dużo?
Czy kiedy jesteś przekonana, że zrobiłaś coś bardzo dobrze?
Ja mam niesamowitą frajdę, kiedy czuję, że to co robię naprawdę ma sens. Co rezonuje. Co zostaje z kimś na dłużej. Co wnoszę – a nie tylko produkuję.
Newport pisze o obsesji na punkcie jakości nie jak o hobby dla perfekcjonistów. Pisze o niej jak o sposobie na odzyskanie sprawczości. Bo kiedy robisz coś dobrze – z namysłem, rzemieślniczo, pięknie – wtedy łatwiej Ci powiedzieć „nie” rzeczom, które są przypadkowe. Nie skaczesz z zadania na zadanie. Nie klikasz, nie przeskakujesz, nie „odhaczasz”.
Tylko wiem, że w świecie prawniczym, gdzie perfekcjonistów i perfekcjonistek jest bardzo dużo, to niebezpieczna rada.
Choć Newport mówi, że jakość… daje wolność, to będę z Tobą absolutnie szczera. Nie wiem, czy akurat tę radę da się zaaplikować do Twojej rzeczywistości.
Newport twierdzi, że gdy robisz coś naprawdę dobrze, nie musisz robić tysiąca innych rzeczy. Nie musisz walczyć o uwagę. Ona przychodzi – bo jakość ją przyciąga. Nie musisz udowadniać kompetencji. Bo Twoja praca mówi sama za siebie.
To nie jest łatwa droga. To droga bez skrótów. Ale – jak pokazuje Newport – to też droga bardziej ludzka. Bo działanie w trybie jakości przypomina coś, co głęboko w nas wciąż pamięta: To nie tempo świadczy o wartości. Tylko intencja. Obecność. I dbałość o to, co zostawiamy po sobie w świecie.
Bardzo bym chciała, żeby Newport miał rację, ale nie jestem do końca przekonana…
A Ty? Co o tym myślisz?
Na koniec chciałam Ci jeszcze dać znać o kilku rzeczach.
Już jutro (w piątek) subskrybentki
🎧 Kamila Kurkowska Private Podcast
otrzymają dostęp do mojej rozmowy z Dominika Jaszczyk (Widła) , partnerką w Kancelarii PragmatIQ Kancelaria Prawna doradczynią podatkową.
Tytuł podcastu to:
“50% klientów mamy z internetu”
A musisz wiedzieć, że kancelaria PragmatIQ nie obsługuje klientów indywidualnych, tylko średnie i duże biznesy, więc jeśli chcesz wiedzieć jak ONI to robią, to dołącz do subskrybentek:
📌Save the Date 📌
Bardzo się cieszę, że już mogę dać Ci znać, że tegoroczna konferencja Fundacji Women in Law odbędzie się 4 listopada, w Warszawie. Warto zapisać sobie tę datę w kalendarzu. Niebawem zaczniemy sprzedaż biletów na konferencję.
⏳ Do 23 sierpnia zbieramy zgłoszenia w Fundacji Women in Law oraz Forbes Women do Listy Najlepszych prawniczek w biznesie 2025.
Zapraszam Cię do zgłoszenia swojej kandydatury:
Trzymam za Ciebie kciuki!
Kamila
